czwartek, 17 października 2013

Lajcik

Dzisiaj luzy. Miałam na 9 do szkoły. Do 2 w nocy czytałam "Miasto Popiołów". Świetna książka. Rano jak zwykle nie mogłam podnieść się z łóżka.  Poszłam do szkoły bez plecaka. Wzięłam tylko zeszyt w ręke i długopis do kieszeni. Mieliśmy tylko informatyke, w-f i religie, a potem poszliśmy do kina. Z informatyki dostałam 5 :D Jestem z siebie dumna :D Na w-fie graliśmy w koszykówkę. Nawet wychowawczyni z nami grała ! Uwzięła się na mnie. Nie dała mi biegać tylko jakby przytulała do siebie i nie mogłam się ruszyć. Pewnie dlatego, że ja ciągle miałam piłke w ręku. Lubie koszykówke i (chyba) umiem w to grać. W końcu w gimnazjum byłam w reprezentacji szkoły. No, ale wracając do tego meczu to się nieźle wkurwiłam. Kurwa przecież ja sama z Moniką meczu nie wygram. Reszta to tylko chodziła po tym boisku. No ludzie ! Piłka upada przed dziewczyną, a ona stoi i się patrzy. No niech się kurwa jeszcze położy, bo ją nogi rozbolą. To z przeciwnej drużyny zdążyła dobiec i ją z podłogi podnieść, a ta dupy nie mogła schylić. W połowie meczu się wkurwiłam, usiadłam pod koszem. Chuj, co tylko ja mam biegać ?! Chyba w drużynie było nas 5 !  Jak usiadłam to cały czas przeciwna drużyna trafiała nam kosze. Nawet nie przekraczały połowy ! Był tylko wyrzut z pod kosza, rzut i znowu to samo. Pani nawet nic nie powiedziała, jak usiadłam i nie chciałam grać. Miałam po prostu dość. Oczywiście po 2-3 minutach nie mogłam patrzeć jak dostajemy w dupe i znowu poszłam grać. Po w-fie każdy się dziwił, że byłam czerwona jak burak. Widać kto grał, a kto spacerował po boisku ! Może starczy o tym w-fie, bo mi ciśnienie podskoczyło.
Kino. Byliśmy na "Sierpniowe niebo". Film całkiem spoko, tylko żebym ja jeszcze w 100 % skupiała się na nim. Mój "obiekt westchnień" jak Go nazwała Monika, usiadł na loży. Na dodatek w drugim rzędzie. Na początku, jak się jeszcze film nie zaczął to siedziałam odwrócona, a On na szczęście stał. No, ale potem zgasły światła, a Jego zasłonił pierwszy rząd. Cały film czułam tą "energie". Zawsze tak na mnie działa. Czuję, że jest w pobliżu i jakoś mi ciepło na sercu. Oczywiście cały czas miała. Go w głowie, ale to już taki mały szczegół :P Ania siedziała z 8 siedzeń dalej i w czasie filmu pisałyśmy sms-y. Trzeba było podzielić się wrażeniami. Gdy tylko się skończyło pierwsze co zrobiłam to odwróciłam się żeby Go zobaczyć. Chciałam przedłużyć tą chwile. Nacieszyć się ostatnim spojrzeniem na dziś. A tu niespodzianka ! Wyszłam z kina, a On stał z kolegami. Od razu miałam banan na twarzy. Humor mam dobry, dzięki tym wszystkim spojrzeniom. Ktoś może sobie pomyśleć "czym tu się tak jarać? spoglądaniem na jakiegoś gostka?". Tak, dokładnie, własnie tym. Dla mnie to bardzo dużo znaczy. I ciesze się, że dziś było pare momentów, kiedy mogłam przynajmniej na Niego spojrzeć.
Jutro mam sprawdzian z chemii. Tylko 3 tematy, więc przeczytam to przed snem. Może zajrze dziś do książki, bo wczoraj ( a właściwie to już dzisiaj ) ledwo się oderwałam. Coś się wymyśli, ale na pewno nie będę się cały dzień uczyła chemii.
P.S. Współczuję, jeśli ktoś to będzie czytał.
/Kobra.





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz