poniedziałek, 21 października 2013

Znowu to samo

W piątek wieczorem zaczęłam patrzeć na świat ze smutkiem. Myślałam, że rano mi wszystko minie. Otóż nie. Całą sobote przepłakałam. Zdarzało się już tak, ale na drugi dzień mi przechodziło i wszystko wracało do normalności. Nie tym razem. Niedziele spędziłam tak samo jak sobote, a dzisiaj nadal to moje jedyne zajęcie. Z jedną różnicą. Poszłam do szkoły. Gdyby nie Monika, na pewno bym została w domu. Od 4 rano nie spałam, bo bolała mnie głowa i brzuch. Tabletki nic nie pomagały. Takim sposobem cały ranek przepłakałam. Potem musiałam sie jakoś ogarnąć, nie umiem przy kimś się rozklejać. Jeszcze przy Monice to pewnie bym nie wytrzymała, wie o mnie więcej niż ja i często mi jej brakuje. "Zna mnie od skarpetek". Ale przyszła tez Ania. Musiałam jakoś się trzymać, co wcale nie było łatwe. Jakoś się ogarnęłam. Do szkoły miałam na 9. Podniosłam się gdzieś po 8. Nawet nie patrzyłam w co się ubieram. Wzięłam pierwsze lepsze ciuchy z szafki. Dziwie sie, że nie mam dwóch innych skarpetek albo koszulki na lewą strone.
Szkoła. Wiedziałam, że tak będzie. Nie umiem się uśmiechać. Dziewczyny podchodziły i sie pytały co się stało. Właśnie tego chciałam uniknąć. Co miałam im niby odpowiedzieć? Nie każdy musi wiedzieć, co do kogo czuje. W pewnym momencie ledwo juz się trzymałam i mało nie wybuchłam płaczem. Nie wiem co mnie powstrzymało, ale dałam rade. Za to teraz to nadrabiam. Nadal boli mnie brzuch. Nie wiem od czego to może być, ale to jest nie do zniesienia. Właśnie zmieniłam koszulke, bo była już cała mokra. Gdyby mama weszła i zobaczyła, że płaczę, przynajmniej miałabym na co zwalić. Jutro znowu szkoła. Ania na pewno nie przyjdzie, bo ma chyba na 10. Jeśli Monika pójdzie do szkoły uczyć się matmy, to ja do szkoły nie ide. Dzisiaj tak naprawde tylko dzięki niej tam poszłam. Na chwile postawiła mnie na nogi, ale na dalszą mete to nic mi nie pomoże, a przynajmniej nie jest to realne. 
/Kobra.

Gorąca czekolada z piankami. Podobno dobra na smutne wieczory, ale mi nie pomogła.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz